Śniadanie w Pałacu (Kultury i Nauki)

Pod pałacem. Na betonie. Na długim drewnianym stole. Lądują dania z bufetu okołośniadaniowego organizowanego przez barStudio w każdą niedzielę brunchowego sezonu. Co tydzień coś innego: pieczone warzywa w różnych sosach, pasty jajeczne, bezjajeczne, hummusy w odcieniach tęczy, sałatki z tego co sezonowe, drożdżówki z kruszonką i lukrem, a nawet znajdą się czasami pączki w formie donutów.

Sama wizja śniadania w pałacu wydaje się atrakcyjna, szczególnie jeśli ten góruje nad miastem z samego centrum i jest obiektem sporów całego narodu – burzyć, nie burzyć tę pamiątkę poprzedniej komunistycznej epoki. A więc póki jeszcze stoi, wybieram się na spacer ku wielkiej betonowej wieży, która kiedyś ponoć była biała. Śniadanie zaczyna się o 10.30 i trwa do wyczerpania przygotowanych zapasów. Kosztuje 35 zł – za magiczny talerz, jesz ile chcesz, i kubek herbaty lub kawy.

Śniadanie w Pałacu (Kultury i Nauki) 1

Można by się spodziewać dzikich tłumów i opróżnionego stołu, ale sam początek sezonu jest łaskawy. Po 11 wciąż jest bardzo luźno, a ja czuję się trochę, jakby wszystkie te dania zostały przygotowane dla mnie i kilku moich znajomych (sic!). Do wyboru mam kilkanaście półmisków napełnionych daniami zimnymi m.in. hummusem z pieczoną papryką, twarogiem ziołowym, pasta bezjajeczną, sałatką z brukselki, orzechów i pestek granatu, jaglanymi kotletami z buraka, pieczarkami w BBQ zapieczonymi z cheddarem, pieczony kalafiorem w tandoori, ziemniakami francuskimi pieczonymi w ziołach. Do tego w koszykach jest pieczywo: oliwna focaccia, bagietka i razowy chleb. A pan za stołem proponuje dania ciepłe – ja wybieram jajko sadzone ze szpinakiem w ziarnistej musztardzie.

Śniadanie w Pałacu (Kultury i Nauki) 2

Po napełnieniu talerza, zamiast siedzieć w przyciemnionym pomieszczeniu, można wyjść z prowiantem na zewnątrz i zjeść śniadanie na świeżym powietrzu przy stolikach ustawionych niedaleko wejścia lub udać się ku długiemu, wspólnemu stołowi na środku placu (który nie należy do Baru Studio, więc po posiłku należy odnieść swoje talerze). Tym samym jedząc, wszak egalitarnie, przy najdłuższym ‘commonie’ w Warszawie – a jak, toż to komunistyczny pałac!

Po opróżnieniu talerza jestem trochę rozczarowany. Ale nie, dlatego że coś jest niesmaczne. O, nie! Szkoda mi po prostu, że nie miałem okazji zjeść tego wszystkiego na ciepło, byłoby jeszcze lepsze. Pieczony kalafior jest al dente, przyjemnie chrupiąc, a do tego cały obtoczony w aromatycznej przyprawie tandoor, pozostawiającej przyjemnym smak kolendry i kminu na języku; pieczarki BBQ do złudzenia przypominają mięso, pachnąc dymem, a oliwna focaccia lekko tłuści palce podczas nabierania twarożku ziołowego i wegańskiej pasty jajecznej, w której nie ma ponoć jajek, choć smakuje równie dobrze jak ta prawdziwa.

Śniadanie w Pałacu (Kultury i Nauki) 3 Śniadanie w Pałacu (Kultury i Nauki) 4

Dla prawdziwych pasibrzuchów to nie koniec rozkoszy stołu. W bufecie jeszcze czekają słodycze: donuty z różnymi dodatkami, puddingi z tapioki na mleku kokosowym z musem mango, bezglutenowe brownie z kremem mascarpone oraz drożdżówki z kruszonką i lukrem, które okazują się cinnamon rolls pełnych masy cynamonowo-cukrowej. Właśnie one okazują się perełką wśród wszystkich skonsumowanych pozycji. Są miękkie, na brzegach lekko chrupiące i nie żałowano im nadzienia, kruszonki oraz błyszczącego lukru. Skuszę się na dwie, a co!

Jedząc tak nieśpiesznie śniadanie w niedzielne, słoneczne południe, przy wspólnym, długim stole, wśród nieznanych mi ludzi siedzących obok i naprzeciwko, rozmawiających o kulturze i nauce, stwierdzam, że jednym z powodów dla których pałac powinien stać są takie śniadania. Idźcie sami, a się przekonacie.

Byliście? Dajcie znać, co myślicie!

Podoba Ci się recenzja, udostępnij i oznacz osoby, z którymi byś tam poszedł, a może stanie się cud!

Wasz,
Rozkoszny

UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
Share on twitter

Leave a Comment